Ulubione pozycje w jodze i jak to się zmienia z czasem

Drukuj Kategorie: Autor: Gosia

Cześć Kochani!

Wiem, że ostatnio mało się tutaj udzielam, a jestem dużo bardziej aktywna na Instagramie, gdzie można powiedzieć prowadzę swego rodzaju mikro-blog. Pomyślałam zatem, że czemu by nie publikować tych wpisów również i tutaj – na Purestyle.pl, zdaję sobie bowiem sprawę, że nie każdy z Was posiada konto na IG, a tym bardziej zagląda tam regularnie. Mam nadzieję, że pomysł Wam się spodoba, a ja będę mogła wybrać jeszcze kilka zaległych wpisów, które już od kilku tygodni czy miesięcy można zobaczyć na IG, a które moim zdaniem są wystarczająco wartościowe, aby opublikować je i tutaj.

Dzisiaj zaczynamy najnowszym wpisem, który dotyczy ulubionych pozycji w jodze…

Ostatnio zostałam przez jedną z Was poproszona o nagranie praktyki, która będzie skupiać się wokół moich ulubionych pozycji. Jeśli ze mną praktykujecie, zapewne zauważyliście, że w niektórych filmach rzeczywiście mówię, że ta i ta pozycja to jedna z moich ulubionych i mogłabym w niej siedzieć godzinami (no dobra, może z 10 minut). Tylko że ja już nagrywam te filmy od ponad 3 lat i powiem Wam, że wiele się zmieniło od tamtego czasu, nadal się zmienia i zapewne będzie się wciąż zmieniało.


Kiedyś np. uwielbiałam pozycję pełnego mostka ze wszystkimi jego wariacjami. Obecnie tej pozycji nie znajdziecie w mojej codziennej praktyce, wykonuję ją sporadycznie, bardziej na zasadzie sprawdzenia, jak mi w niej teraz jest i czy w ogóle jestem jeszcze w stanie w nią wejść. Tak samo zresztą jest z pozycją Hanumanasany, czyli szpagatu. Kiedyś było to moje ogromne marzenie, aby położyć obie nogi na podłodze, a teraz kompletnie nie czuję potrzeby, aby to robić. Jeśli miałabym dodać do tej krótkiej listy coś jeszcze, to mogłabym również wymienić pozycję kruka czy lotosu. Jak może zauważyliście, wszystkie te pozycje pochodzą raczej z kategorii „zaawansowane”, i myślę, że to, że moje ciało (a może nawet bardziej głowa) już ich tak nie potrzebuje, może wynikać z faktu, że są one dla mnie po prostu… osiągalne.

Wiecie, jak to jest. Jeśli czegoś nie potrafimy, coś nie jest w naszym zasięgu i musimy o to zawalczyć, nasz umysł i nasze ciało bardziej tego pragną – choć tak naprawdę nie wiemy, skąd to wynika. Jeśli jednak już to zdobędziemy, to oczywiście jest na początku ekscytacja, fascynacja i radość (pamiętam, jak pierwszy raz stanęłam na głowie bez podparcia czy zrobiłam wspomniany szpagat!), jednak po pewnym czasie tracimy tym zainteresowanie i szukamy czegoś nowego.


Obecnie jestem na takim etapie, że niczego nie szukam. I jest mi z tym niesamowicie dobrze. Kocham pozycję dziecka – mogłabym nawet powiedzieć, że obecnie jest to moja ulubiona asana. Uwielbiam zatopić się z gołębiu, rozkoszować wszelkimi skrętami czy rozciągnąć porządnie kręgosłup w kocie. I absolutnie nie twierdzę i nie nastawiam się, że tak już zostanie. Po prostu słucham swojego ciała i akceptuję to, że teraz właśnie tego potrzebuje. A ja chcę mu to dać.

A jaka jest Wasza ulubiona pozycja obecnie* oraz jaka była kiedyś? Czy również jest to u Was zmienne, czy macie taką asanę, którą kochacie pełną miłością od lat i raczej się to nie zmieni?


*Nie oceniajcie, proszę, swoich potrzeb na podstawie tego, że mnie (chwilowo, bądź też nie) przeszła potrzeba szukania mocniejszych wyzwań w jodze. Doceniam wszystkich, którzy cały czas ciężko pracują ze swoim ciałem, aby osiągnąć wymarzone asany. Jeśli jesteś jedną z takich osób, całkowicie Cię rozumiem, wspieram i podziwiam!

Kup licencję

Podobne wpisy