CZEGO NAUCZYŁO MNIE PIERWSZE PÓŁ ROKU MACIERZYŃSTWA?

Drukuj Kategorie: Autor: Gosia

To, że dziecko może Cię czegoś nauczyć wiedziałam od zawsze. Wyznawałam bowiem (i nadal wyznaję) pogląd, że te maleńkie istoty są bardzo mądre i doskonale rozumieją co się do nich mówi, a już na pewno świetnie wyczuwają nasze stany emocjonalne.

Jednak nie sądziłam, że już jako mama 7-miesięcznej córeczki, będę mogła podzielić się z Wami tak wieloma lekcjami, których nauczyła mnie właśnie ta kruszynka. Zanim jednak się nimi podzielę chcę żebyście o czymś wiedzieli.

Nigdy nie należałam do kobiet, które zachwycały się małymi dziećmi. Już od moich wczesnych lat, patrzyłam na zachwyty nad małymi istotami i kompletnie ich nie rozumiałam.

Pamiętam sytuację z przedszkola, kiedy nasza przedszkolanka, młoda mama, przyniosła swoje niemowlę do pracy. Dziewczynki (i niektórzy chłopcy również) nie opuszczali niemowlęcia na krok. Cały czas słyszałam zwroty typu: „Jakie piękne dziecko”, „Jaka śliczna buzia”, „Jakie cudowne, jakie słodkie” itp. Ja tymczasem podchodząc, aby zobaczyć ten obiekt westchnień, myślałam tylko: „Dziecko jak dziecko. Nie wiem czym tu się zachwycać”.

I nie zrozum mnie źle, nie była to reakcja negatywna, tylko raczej neutralna. Zupełnie bez znaczenia była dla mnie obecność małych dzieci. Ja i tak zajmowałam się sobą i swoimi sprawami. Z wiekiem niewiele się zmieniało. Moje koleżanki nadal rozpływały się w zachwytach, a ja nie rozumiałam o co tyle zamieszania.

Pierwszy raz poczułam „coś” do dziecka, kiedy mojej siostrze urodził się synek. Wtedy dopiero zrozumiałam o co tyle chaosu. To była najsłodsza istota jaką ujrzały moje oczy! I to był początek mojej bezwarunkowej miłości.

Jak zwykle rozpisałam się na początku, ale chciałam abyście wiedzieli, że to, że obecnie jestem totalnie zakochana w swojej córce, a na inne dzieci patrzę jak na maleńkie słodkości do schrupania, przyszło do mnie zupełnie naturalnie. Zaraz po tym jak zaszłam w ciążę.

 

CZEGO NAUCZYŁO MNIE PIERWSZE PÓŁ ROKU MACIERZYŃSTWA

 

DOCENIANIE I WDZIĘCZNOŚĆ

Zaczynam od najważniejszego a jednocześnie najpotężniejszego dla mnie punktu. Wdzięczność. Temat świetnie mi znany jeszcze na długo przed ciążą. Temat, który zresztą nieraz poruszałam tutaj na blogu. Temat, który jest bardzo bliski mojemu sercu. A jednak, to mała kruszyna pokazała mi, że można być wdzięcznym jeszcze bardziej. Można odczuwać ogromną wdzięczność nawet za tak proste i codzienne czynności jak zjedzenie w spokoju posiłku, delektowanie się kawą czy herbatą, przeczytanie w ciszy kilku stron książki.

Naturalnie stajemy się również wdzięczni za zdrowie naszego dziecka (co staje się tak naprawdę najważniejszą wartością), za zdrowie rodziny, bliskich i swoje. Doceniamy momenty, kiedy możemy obserwować jak rozwija się nasze niemowlę i być świadkiem jego ciągłej przemiany. Wdzięczność to zdecydowanie coś, co w moim przypadku macierzyństwo wyniosło na wyższy poziom. 

 

ORGANIZACJA

Robienie kilku rzeczy jednocześnie zdecydowanie nie jest tym do czego chce Was dzisiaj namawiać. Ale! Przy maluszku, ta umiejętność przybiera zupełnie nową wartość.

Zbierasz się z domu w 5 minut i o dziwo nawet zdążysz w tym czasie uczesać włosy, założyć kurtkę i spakować balsam ochronny do ust. Myjesz zęby a jednocześnie szczotkujesz ciało i robisz przysiady (serio!). Gotujesz a jednocześnie naśladujesz wszystkie znane Ci (i nieznane również) odgłosów zwierząt. Nagle uświadamiasz sobie, że ciągu 20 minut jesteś nagle w stanie zrobić tak wiele rzeczy!

Przychodzi taki moment, że doskonale wiesz, że Twoje dziecko nie będzie drzemało w nieskończoność, więc masz powiedźmy 40 minut do 2 godzin (i najlepsze jest to, że nigdy nie wiesz ile będzie tym razem) na zrobienie najważniejszych rzeczy. Wtedy musisz wiedzieć co jest Twoim priorytetem, a o czym możesz zapomnieć i odpuścić. I tutaj płynnie przechodzę do kolejnej lekcji.

 

ODPUSZCZANIE

 

Ustalanie priorytetów to jedna z tych umiejętności, która mocno u mnie kulała. Nie byłam zdolna do podejmowania szybkich decyzji i często potrzebowałam długich analiz, aby w końcu zdecydować się na jakąś opcję (a później jeszcze jej żałować…). Kiedy urodziła się Ania, nie było już mowy o rozmyślaniach, o tym co najlepiej zrobić w danej chwili. Liczyło się szybkie podejmowanie decyzji – w zależności od potrzeb.

Więc często mówiłam sobie: jesteś Gosiu zmęczona, więc Twoim priorytetem niech będzie drzemka, kiedy Anulek również smacznie zaśnie. Boli Cię kręgosłup, więc zapomnij o brudnej podłodze w łazience i rozłóż matę. Jesteś chodzącym kłębkiem nerwów, po cholerę Ci ten stres? Zafunduj sobie sesję odprężającej medytacji czy relaksacji, która uspokoi Twój umysł.

I oczywiście, co by się nie działo Twoim największym priorytetem już zawsze (ale to ZAWSZE) będzie Twoje dziecko, i to pod nie będziesz dostosowywać wszystko inne.

 

CIERPLIWOŚĆ

Przed narodzeniem Anuli, byłam osoba cierpliwą. Jednak to ona wydobyła ze mnie anielskie pokłady cierpliwości, kiedy w trudnych okresach ząbkowanie wstawałam do niej w nocy po kilkanaście razy (a może i kilkadziesiąt – mniej więcej po 6-7 razie przestajesz już liczyć), a w niewyjaśnionych mi do teraz ciężkich okresach rozwojowych, nosiłam ją na rękach po kilka godzin, aby tylko nie płakała.

Coś czuję, a nawet jestem przekonana, że ta umiejętność przyda mi się jeszcze bardziej w późniejszych miesiącach i latach dorastania Anuli (prawda moi kochani rodzice?).

 

ODNALEZIENIE W SOBIE SIŁY POMIMO OGROMNEGO ZMĘCZENIA

I tutaj nasuwa mi się kolejny punkt. Były takie nocki, kiedy spałam po 2-3 godziny. Mimo tego, w ciągu dnia musiałam jakoś funkcjonować. Jestem pewna, że gdyby taka noc zdarzyła mi się przed narodzeniem Anulki, chodziłabym cały dzień i narzekała jaka to jestem niewyspana. A tutaj, nie miałam do kogo ponarzekać (zobacz tylko jak to rozwiązuje sytuacje!), a za to miałam do kogo się uśmiechać i… się uśmiechałam.

Do tej pory zastanawiam się skąd kobiety mają w sobie tyle siły, i najczęściej nasuwającą się odpowiedzią jest… z bezgranicznej miłości.

 

SŁUCHANIE INTUICJI

Uważam, że warto jest słuchać mądrych osób, które mają Ci coś wartościowego do powiedzenia w temacie wychowania (zwłaszcza, jeśli jest to Twoje pierwsze dziecko).

Jednak to, co uważam za najważniejsze to słuchanie swojej intuicji. My mamy (i tatusiowie również), dobrze wiemy co jest najlepsze dla naszego dziecka i żaden poradnik czy specjalista nie jest w stanie nam tego zastąpić. Wystarczy tylko… wsłuchać się w siebie i swoje dziecko.

Przekonałam się o tym, kiedy Anulek miał trudne nocki – żadne tam masaże, czy metody 5s nie były w stanie jej uspokoić. Jedyne co było to ruch, który po prostu przyszedł do mnie naturalnie – po wielu nieudanych próbach uspokojenia Anuli, wzięłam ją na ręce i chodziłam z nią po pokoju – w jedną i w drugą z jednoczesnym lekkim krokiem w dół i w górę – jak to np. w Polonezie. Płacz ucichł, a moje serce od razu zalała fala wyciszenia i radości. Jestem przekonana, że każda mam zna to uczucie.

 

SZACUNEK DO SWOJEGO CIAŁA

Kobiece ciało jest niesamowite. Nie mówię już tylko o aspektach fizycznych, ale też o tym, że w kobiecym ciele powstaje i rośnie nowe życie! Kiedy patrzę na tę maleńką istotę i myślę o tym – to cały czas jest dla mnie jakiś kosmos!

Kiedy przypomnę sobie trudny poród i to jak wszystkie bóle ustały, gdy tylko ta kruszyna pojawiła się na tym świecie – to również jest dla mnie niesamowicie imponujące. Kiedy wspominam trudny i wyczerpujący okres połogu, kiedy to budziłam się w nocy zlana potem, kiedy to na przemian było mi zimno i gorąco, a mimo to wstawałam do córki, przewijałam ją i karmiłam – to czuję się dumna z bycia mamą.

 

CZAS DLA SIEBIE

Oj, jak ten czas jest mamom potrzebny! A jak o niego wtedy naprawdę trudno! Kochani mężowie, teściowie, ciocie, wujkowie i znajomi. Nie pytajcie czy w czymś nam pomóc, tylko zaproponujcie, że zajmiecie się naszym dzieckiem przez kolejne 2 godziny, abyśmy my wtedy miały czas tylko dla siebie. Wiem po sobie jak czas połogu może być trudny dla większości kobiet (nadal szalejące hormony) i takie momenty, w których bliscy okazują nam ciepło i wsparcie jest nam niesamowicie potrzebny!

A wracając do lekcji – to maleństwo nauczyło mnie, żeby zawsze stawiać siebie na szczycie swoich priorytetów (zaraz za swoim dzieckiem, a może i czasem na równi). Jeśli nie zadbasz bowiem o siebie, nie będziesz w stanie zadbać w pełni o swoje dziecko.

Dlatego, jeśli tylko masz chwilę, zamiast myśleć o tym, że w koszu na pranie czeka stos brudnych rzeczy, zdrzemnij się, umyj włosy, zadbaj siebie i zrób cokolwiek co pomoże Ci się poczuć lepiej w swoim ciele. Szczęśliwa mamusia to szczęśliwe dziecko!

 

MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA

Napisałam kiedyś na Instagramie, że Anula pokazała mi zupełnie inny, nowy wymiar miłości, taki, którego do tej pory nie znałam i za to jestem jej szczególnie wdzięczna. Wtedy kilka osób zauważyło, że przecież nie trzeba mieć dziecka, aby kochać bezgranicznie.

Owszem, zgadzam się. Jednak w moim przypadku to właśnie miłość do dziecka sprawiła, że po raz pierwszy poczułam coś tak silnego. tak wyjątkową więź między mną a drugim człowiekiem.

Nie ma co więcej się tutaj rozpisywać. Bezwarunkowa miłość, która każdego dnia rośnie i rośnie, a ja zastanawiam się czasem ile moje serce jest jeszcze w stanie pomieścić tego wspaniałego uczucia.

 

Kochani, dziękuję Wam za przeczytanie tego wpisu do końca. To nieco prywatny artykuł, ale bardzo chciałam podzielić się moimi przemyśleniami w temacie macierzyństwa, bo jest to jednak temat, który obecnie zajmuje… sporą część mojego czasu :).

Będzie mi niezwykle miło, jeśli podzielicie się w komentarzu swoją największą lekcją, która przyszła do Was wraz z opieka nad dzieckiem.

 

Zdjęcia wykonała: Justyna Zamara.

 

Kup licencję

Podobne wpisy